Jednym z częstszych (błędnych? szkodliwych?) wyobrażeń o miłości romantycznej, które towarzyszą dorastaniu wielu dziewczyn w zachodniej kulturze, jest myślenie, że jak już będziesz miała ukochaną osobę, nie będzie się liczyło nic więcej. Że już będzie szczęście, będzie spełnienie, będzie wszystko, i po co miałoby być cokolwiek więcej? Takie myślenie zasilane jest przez pochłaniane od dziecka bajki, książki i seriale. Podobną myśl wyraża Dolly Alderton w swoich popularnych ostatnio esejach Wszystko, co wiem o miłości – myśl, jak się okazuje, chyba całkiem uniwersalną dla tego okresu.
Piszę tu oczywiście o wzorcu zakorzenionym w kulturze heteroseksualnej, bo zjawisko, o którym mówię, jest z nią specyficznie związane. To siłą rzeczy ograniczające ujęcie, ale właśnie w tym kontekście mit romantycznej miłości ma wyraźnie patriarchalny charakter – podobnie jak archetyp rycerza i księżniczki czekającej na wybawienie.
Jakoś łączy mi się to z naszą miłością do wszystkich Darcych tego świata – niedostępnych, ale nadających nam sens, gdy już się do nas przekonają – którą skutecznie pielęgnowała w nas w młodości popkultura. Nasza cierpliwość miała zawsze w takich opowieściach zostać w końcu nagrodzona i zaowocować dopełniającym nasze życie związkiem. A co po tym miłosnym tryumfie? O tym już zawsze mniej się mówiło. Także Duma i uprzedzenie, powieść, która dała nam wiecznie żywego Pana Darcy’ego, kończy się w ten sposób.

Charles Edmund Brock | Ilustracja do “Dumy i uprzedzenia” w wydaniu Macmillan & Co | Tłumaczenie podpisu: Da się znieść; ale nie jest wystarczająco piękna, by mnie skusić
Literaturoznawczyni Rachel Feder pisze o tzw. micie Darcy’ego, który jest właśnie o uleczaniu zepsutego mężczyzny i wydobywaniu z niego wewnętrznego wrażliwca, przy jednoczesnym poświęceniu siebie i swoich potrzeb. Co z tego, że bardzo wyraźnie daje on znać o swojej niechęci do Ciebie, więzi Cię w swoim domu albo zakrada nocą do Twojego pokoju i obserwuje, jak śpisz (pamiętacie Piękną i Bestię czy Zmierzch?). Jak się bardzo postarasz, zasłużysz na jego zainteresowanie i zrozumiesz wszystkie problemy leżące u źródeł tego przykrego zachowania. Która z nas – pół żartem, pół serio – nie marzyła kiedyś o problematycznym fuckboyu, którego musi naprawić? Przecież tylko my byłyśmy na tyle wyjątkowe, by zobaczyć w nim zranionego chłopca, a to świadczyło z kolei o wyjątkowości tej romantycznej relacji. Prawda? Panowie Darcy byli w czasie mojego dorastania wszędzie, a jak zauważa Feder, moc tego mitu jest ogromna, bo fakt, że pod potworem zawsze może znajdować się skrzywdzony, dobry człowiek trudno w ogóle obalić – no bo jak? Trudno takie założenie zakwestionować. Z tego punktu widzenia to naprawdę dobra historia.
Te wszystkie opowieści o miłości sprawiły, że sama powróciłam do nieco wstydliwych treści, które chłonęłam jako dziewczynka, a potem nastolatka, a które wpływały na to, jak rozumiało się te tematy. Co ważne, pierwsze zauroczenia i miłostki to były w tamtych czasach sprawy absolutne i, co szczególnie istotne, sprawy wspólne. Pierwsze rozmowy na grupowych czatach, spojrzenia na szkolnym korytarzu i otarcia ramion omawiało się razem, w grupie koleżanek, mniej i bardziej przychylnych, ale zawsze równie zaangażowanych i zainteresowanych nowymi wiadomościami. W naszych codziennych historiach – dzisiaj to widzę – odnajdywałyśmy nieświadomie te wszystkie kulturowe archetypy miłości, które wspólnie trawiłyśmy i opowiadałyśmy sobie nawzajem. Odtrącenie, negatywne nastawienie czy niesympatyczne zaczepki ze strony chłopaka były oznaką wewnętrznego bólu, który go usprawiedliwiał, a nasza uwaga miała go uleczyć (pamiętam dokładnie takie historie z Wattpada i innych zakątków internetu, no i chyba nie muszę wspominać o końskich zalotach, jak lubili to nazywać dorośli). To było zbiorowe doświadczenie. Wielogodzinne rozmowy z chłopcami na czatach (lub pewnie częściej o chłopcach), które wypełniały nasze dni, rzadko prowadziły do spotkań w prawdziwym życiu, a w szkole wstyd pozbawiał nas odwagi, żeby spojrzeć im w oczy. Dzisiaj wydaje się to śmieszne, ale kiedyś wydawało nam się całym światem.

Ary Sheffer, F_aust i Małgorzata w Ogrodzie_ (1846). Domena publiczna | Goethe w swoim dramacie utrwala jeden z bardziej znanych w europejskiej kulturze mitów, o moralnie wyższej od mężczyzny kobiecie, która ratuje go przed nim samym, ponosząc jednocześnie zamiast kochanka konsekwencje jego czynów. Faust sprowadza na niewinną, „świętą” (nie bez powodu jest ubrana cała na biało) Małgorzatę tragedię, ale na koniec to ona sprawia, że zostają mu wybaczone jego winy.
Śmiałe wyobrażenia o miłości, których uczyły nas seriale i książki, spotykały się więc z rozczarowaniem w prawdziwym życiu. Niedostępność chłopców, mimo początkowej ekscytacji i poczucia misji, jakie w nas wzbudzała, ostatecznie była po prostu przykrym doświadczeniem.
Czasy się nieco zmieniły, dorośliśmy, a poruszanie się w miłości zmieniło nieco swoją formę. Eva Ilouz, socjolożka analizująca, jak kultura wpływa na nasze życie emocjonalne, zauważyła, że miłością rządzi dzisiaj ontologiczna niepewność – społeczne standardy nie ograniczają nas już tak bardzo, jak w XIX-wiecznych opowieściach o Panach Darcych (a na pewno nie w ten sam sposób). Rynek matrymonialny funkcjonuje w aplikacjach randkowych, na których z kolei pozycjonujemy się przy pomocy rozmaitych rankingów i formularzy (tak, wzrost nadal ma znaczenie, wystarczy przeczytać opisy profilów na Tinderze!). Wybór coraz częściej jest wynikiem kalkulacji – i tak, ma to związek z kulturą neoliberalną, ale don’t get me started on that. Mamy o wiele większe możliwości wyboru, ale brak mapy, jak poruszać się po tym nowym świecie uczuć.
Z perspektywy osoby już w tym momencie doroślejszej (mam nadzieję) myślę, że w ciągu życia brakowało mi opowieści o miłości opartej na nieco innych wzorcach. Dopiero ostatnio spotkałam się z bliskim mi spojrzeniem w dzisiaj już nie najświeższej, ale nadal istotnej książce bel hooks, jednej z najważniejszych przedstawicielek czarnego feminizmu. Postrzega ona miłość jako radykalny akt, który pozwala przezwyciężyć nienawiść, ma zdolność twórczą i reformującą, zarówno w kontekście bardziej osobistym na poziomie danej relacji, jak i w wymiarze społecznym. Zauważa, że czułość (to, co w młodości często wydaje nam się wszystkim) to tylko jeden ze składników miłości, bo są przecież jeszcze troska, zrozumienie, szacunek, przywiązanie, zaufanie, szczerość i otwartość. Ale to, co u hooks jest najważniejsze, to propozycja myślenia o miłości jako o działaniu, a nie uczuciu. Kiedy tak ją ujmiemy, nie będzie można już argumentować przekonania, że umiemy kochać naturalnie, „instynktownie” i że nie mamy wyboru odnośnie tego, w kim się zakochujemy i kogo kochamy. Miłość to wtedy wybór i działanie, którego musimy się uczyć i w którym możemy się rozwijać. Zamiast biernej, opartej na cierpieniu i zależności relacji, jest ta aktywna, równa.

bell hooks | Domena publiczna
hooks stwierdza, że nadal potrzebujemy drogowskazów, a to, czego nie umiemy nazwać, nie umiemy też sobie wyobrazić. Dlatego tak ważne jest rozmawianie o definicjach. Jak mówi, definicje są nieodzownym punktem wyjścia dla wyobraźni. To, czego nie umiemy sobie wyobrazić, nie zaistnieje. W tym tkwi radykalna siła tak rozumianej miłości – w tym, że wyobraźnia może być nieograniczona, a więc także pozytywny wpływ miłości na nas, na nasze otoczenie (zostańcie ze mną do końca, mimo patosu!). A takich rozmów mogło w naszych domach brakować. O partnerskości, o codziennym wyborze i zaangażowaniu. Nie tylko o rycerzach i księżniczkach czy niesfornych chłopcach uspokajanych przez koleżanki z ławki. Takie myślenie o miłości daje poczucie sprawczości, jak zauważa hooks – bo nie musimy wtedy czuć się bezsilni, możemy podjąć kroki, by kochać i być kochanymi, na równych zasadach. A wtedy też okazuje się, że nie potrzeba żadnego Pana Darcy’ego (czy innej osoby), żeby poczuć, że nasze życie jest kompletne.
Teksty, o których wspominam:
- bel hooks (2023). Wszystko o miłości. Nowe wizje. Wydawnictwo Filtry.
- Eva Ilouz (2016). Dlaczego miłość rani. Studium z socjologii. Wydawnictwo Krytyki Politycznej.
- Rachel Feder (2025). Mit Darcy’ego. Jane Austen, literaccy amanci i potwory, których nauczono nas kochać. Wydawnictwo Krytyki Politycznej.
- Dolly Alderton (2026). Wszystko, co wiem o miłości. Wydawnictwo Poznańskie.