Kiedy tysiące kobiet stoi z czarnymi parasolkami pod Trybunałem Konstytucyjnym, gdy dziesiątki osób z kartonami w rękach dyżuruje na dworcach, przyjmując tych, którzy uciekają przed wojną, kiedy osoby pracujące w ochronie zdrowia, opiekunki i opiekunowie wychodzą w swoich uniformach na ulice, a inni okupują sejmowe korytarze na materacach – wtedy przekonujemy się, czym naprawdę jest zgromadzenie.
Obecność to pierwszy argument, zanim w ogóle pojawi się język. Ucieleśnione bycie razem, nawet z towarzyszącym mu milczeniem to objaw istnienia, które domaga się zauważenia. Strajki kobiet w 2016 i 2020 roku, liczne protesty grup zawodowych, doświadczających niezadowalających warunków pracy, oddolne inicjatywy na rzecz pomocy mieszkańcom Ukrainy i inne formy zwrócenia uwagi na problemy doświadczane przez rzeszę ludzi to przykłady wykorzystywania przez nich prawa do pojawienia się. Samo zebranie się wielu ciał – namacalnych, w swojej autentycznej, często dającej wiele do zrozumienia kondycji – jest komunikatem i to niezwykle ważnym. Zazwyczaj jest źródłem informacji zarówno o strachu, jak i nadziei, czyli tych uczuciach, z których może brać się zmiana.
Judith Butler (2016) pisała o performatywnej cielesności jako o cesze zgromadzeń różnych ruchów społecznych, która potrafi wykazać konkretne potrzeby danej grupy. Performatywna cielesność oznacza, że obecność wielu ciał w jednej przestrzeni sama w sobie komunikuje opór i żądania. Bo to ciało, te ciała, często zmęczone, wkurzone, ale solidarne, muszą jeść, mieć gdzie spać, być bezpieczne.
Czemu to ma znaczenie? Dla demokracji to przypomnienie o tych, którzy zapewniają jej suwerenność (choć na co dzień funkcjonuje to raczej jako założenie niż uświadomiona zależność). Osoby biorące udział w zgromadzeniach tworzą siebie jako podmiot polityczny. Podważają normy, burzą porządek, który nie jest im przychylny, pozwalają systemowi na rozwój i usłyszenie wielogłosu, który jest mu nieodłączny, choć czasem zostaje marginalizowany. Samo pojawienie się „niemile widzianych” osób reprezentujących niemile widziane potrzeby jest podważeniem statusu quo, choć może się nam to wydawać czymś oczywistym w demokracji.
Działalność ruchów społecznych organizujących wszelkie tego typu wydarzenia i inicjatywy, prowadzić nas może do koncepcji obywatelstwa przeżywanego (2022), która pozwala porządkować i interpretować różne formy obecności, zaangażowania i sprawczości – także te zakorzenione w doświadczeniach na pozór prywatnych, związanych z naszym zdrowiem, ciałem, codziennością. Obywatelstwo jest skomplikowaną, różnie definiowaną kategorią, w swojej klasycznej wersji skupiającą się na więzi danej osoby z państwem, osadzoną na jej prawach i obowiązkach wobec niego. Jak jednak zauważa autorka koncepcji obywatelstwa doświadczanego, Ruth Lister, często status prawny jednostki mocno odbiega od tego, jakie są możliwości realizowania własnych praw, co dobrze pokazuje działalność wcześniej wymienionych ruchów protestu. Uczestnicy często mobilizują się nie wokół żądań „nowych” praw, lecz wokół tych, które teoretycznie już im przysługują (sprawiedliwości społecznej, wolności, dostępu do instytucji) – w tym widać wyżej opisany rozdźwięk.
Protest staje się narzędziem dochodzenia obywatelstwa, które działa w praktyce, nie tylko w kodeksie.
Stąd propozycja patrzenia na obywatelstwo nas samych i innych w bardziej empirycznym wymiarze – poprzez to, czego na co dzień doświadczamy. To szansa na dostrzeżenie cząstkowych perspektyw, roszczących sobie (słuszne) prawa do równoważności. Nie możemy znaleźć antykoncepcji w żadnej pobliskiej aptece. Nie damy rady w tym miesiącu zapłacić czynszu i nie mamy pewności co do następnego. Nie możemy dostać się do potrzebnego „na już” specjalisty, czy dojechać szybko do szkoły lub pracy. W tym wszystkim właśnie – w znaczeniach nadawanych tym doświadczeniom, w negocjowaniu granic naszych praw i widzialności, uwarunkowanych splotem cech naszej tożsamości i sytuacji – jest obywatelstwo, nieważne, czy jesteśmy aktywistami czy nie.

To podejście prowadzi nas do przyjęcia krytycznej postawy obywatelstwa troski (Kowalska i Nawojski, 2022), opartego na współodpowiedzialności za siebie nawzajem, widocznej np. w działaniach oddolnych organizacji oferujących pomoc osobom w potrzebie, powstałych ze wspólnych poruszeń emocjonalnych.
Chociaż w analizie ruchów społecznych często skupiamy się na strategii; aspektach technicznych czy marketingowych, agendzie politycznej i konkretnych postulatach, często zapominamy o roli uczuć, które objawiają się właśnie podczas zgromadzeń – czyli tym, co dzieje się między ludźmi, gdy faktycznie się spotykają. Emocje są spoiwem społeczeństwa (Durkheim, 2012, Collins, 2011), bo łączą jednostki więzami solidarności, ale także mobilizują konflikt w przypadku niezadowolenia czy zagrożenia. W każdym razie na pewno nie są sprawą poboczną. Zgodnie z tą perspektywą energia emocjonalna (Collins, 2011), będąca niejako baterią ruchów społecznych, opartą na wspólnie odczuwanym i przeżywanym podczas zgromadzeń strachu, gniewie, ale też dumie czy poczuciu wspólnoty, pozwala im walczyć o uwagę państwa, która ogranicza się zaledwie do części komunikowanych problemów jednocześnie. Gdy ruchowi uda się zmobilizować wystarczającą „ilość ciał”, osiąga w końcu masę krytyczną – przekracza próg widzialności i zyskuje sprawczość. Demokracja, która ignoruje sygnały i nie dopuszcza do siebie tych emocji, traci z pola widzenia zdolność reagowania i okazję do poprawy.
A emocje nie wyparowują tak po prostu. Czy niespożytkowana, lub raczej niezauważona energia emocjonalna nie będzie wymagała jakiejś formy rozładowania? Czy jej brak może prowadzić do radykalizacji, polaryzacji, czy apatii? W każdym razie energia naładowanego emocjonalnie zgromadzenia się nie rozpływa – przypomina, kto jest źródłem władzy. Odpowiednio odebrana, wcale nie musi grozić destabilizacją, wręcz przeciwnie, jest gwarantem istnienia pluralizmu. Stanowi wartościowy sygnał o niedopasowaniu polityk do doświadczeń, co z kolei prowadzi nas do pytania: czy potrafimy te sygnały zauważać, rozumieć i uwzględniać w podejmowanych decyzjach?
Tekst powstał dla Fundacji Zryw w ramach Substackowej serii „Zeszyty Zrywu”. Grafika coverowa: Zuzanna Sosnowska
Bibliografia:
-
Butler, J. (2016). Zapiski o performatywnej teorii zgromadzeń (J. Bednarek, tłum.). Wydawnictwo Krytyki Politycznej.
-
Kowalska, B., Nawojski, R. (2022). „Kiedy państwo mnie nie chroni…” – oddolne mobilizacje na rzecz praw reprodukcyjnych a doświadczenie obywatelstwa. Studia Socjologiczne 1(244), s. 81-103.
-
Collins, R. (2011). Łańcuchy rytuałów interakcyjnych. Rozdział 3. Energia emocjonalna i przemijające emocje. W: Łańcuchy rytuałów interakcyjnych (K. Suwada, tłum.). Zakład Wydawniczy NOMOS.
-
Durkheim, E. (2012). Metoda określania funkcji podziału pracy. W: E. Tarkowska (red.), O podziale pracy społecznej (K. Wakar, tłum.). Wydawnictwo Naukowe PWN