Chłopi – oscarowy zachwyt czy rozczarowanie?

⏱ 5 min czytania
image from Chłopi – oscarowy zachwyt czy rozczarowanie?

Minął już miesiąc od polskiej premiery hucznie zapowiadanych od dłuższego czasu Chłopów, czyli tegorocznego kandydata do Oscara. Filmowa adaptacja jednego z największych klasyków polskiej literatury w reżyserii DK i Hugh Welchmanów od samego początku wzbudza skrajne emocje – z jednej strony zachwyca szereg widzów, z drugiej budzi wątpliwości krytyków. Noblowski materiał powieściowy, unikalna animacja i historia o targających ludźmi namiętnościach… Co może pójść nie tak?

Obserwując to, jakie tematy od kilku lat pozostają obiektem zainteresowania polskich twórców, nie sposób nie pomyśleć, że najnowsi Chłopi wpisują się w często ostatnio wspominany ludowy zwrot w naszej kulturze. Chłopomania wydaje się wiecznie żywa, choć ta dzisiejsza przypomina raczej odczarowywanie wizerunku polskiej wsi, która bywała idealizowana lub traktowana w debacie publicznej stereotypowo, w pewien sposób „z góry”, bez należnej jej wnikliwości.

W 2015 roku pojawił się nominowany do Nagrody Nike Dygot Jakuba Małeckiego – powieść o pięknie i okrucieństwie polskiej prowincji. W ubiegłym roku wydano Jeśli przecięto cię na pół Łukasza Barysa, czyli historię o odnajdywaniu własnego miejsca w rzeczywistości rozdartej na części, podzielonej na Polskę A i Polskę B. Nie zapominajmy także o literaturze faktu, która wokół podobnych tematów ostatnio powstała – to między innymi Chłopki. Opowieść o naszych babkach Joanny Kuciel-Frydryszak czy wydane wcześniej Chamstwo Kacpra Pobłockiego, który w swojej książce odmitologizował polski folwark i realia Rzeczpospolitej szlacheckiej, pełnej niewolniczej pracy i przemocy. Kochamy ludowe motywy, przywracamy ważność często wypieranej przez nas chłopskiej tożsamości, szukamy siebie w naszych przodkach i zwracamy się z powrotem ku ludowej kulturze i mądrości. A poza odnajdywaniem i akceptowaniem rzeczy niewygodnych, czasem szukamy w tym wszystkim tego, co piękne, także w wymiarze estetycznym.

Zdjęcia z planu | Fot. Michał Długołęcki

Chociaż Chłopi wpisują się w trend opowiadania na nowo ludowych historii – bo w końcu to nie pierwsza ekranizacja Reymontowskiej powieści – nie wydaje mi się, żeby konieczne było porównywanie tej produkcji do wcześniej wspomnianych książek. Filmowi zarzucana jest pewna powierzchowność w przedstawieniu realiów chłopskiego życia, brak głębi w opowiedzeniu historii i skonstruowaniu postaci czy nieobecność naturalizmu i szerszego komentarza do sytuacji społecznej tytułowych chłopów – klasy ludowej.

I tak, film rzeczywiście skupia się głównie na jednym wątku, czyli historii dobrze nam znanego trójkąta miłosnego – Jagny, Antka Boryny i jego ojca. Kwestie konfliktu pokoleń, hierarchii w wiejskiej społeczności, ziemi czy zróżnicowania ekonomicznego wśród klasy społecznej zdają się tak mocno nie wybrzmiewać – uznałam to jednak za wybór twórców, ograniczonych w końcu czasowo.

Boryna w komorze | Kadr z filmu Chłopi | Małgorzata Kuźnik

Najwięcej do zarzucenia mam konstrukcji postaci Jagny, granej przez Kamilę Urzędowską, bo choć wchodząc w historię, przyjmujemy kobiecą perspektywę, perspektywa ta jest raczej złudna – Jagna jest bowiem bohaterką bez sprawczości, targaną przez innych i przez twórców produkcji. Z czołowej młodopolskiej femme fataleświadomej swojej seksualności zrobiono niewinną dziewczynę i ofiarę, która dopiero na samiutki koniec filmu wydaje się zyskać jakkolwiek swoje znaczenie. I to też w przewrotny sposób, bo przecież zostaje wywieziona ze wsi na taczkach gnoju.

Zdecydowanie lepiej wypada Stary Boryna, grany przez Mirosława Bakę, oraz jego syn, w którego postać wcielił się Robert Gulaczyk. Bohaterowie, których stworzyli, są wiarygodni i niestety o wiele ciekawsi niż Jagna.

Recenzując film, nie da się pominąć kwestii animacji, którą ta produkcja stoi, bo – nie oszukujmy się – Chłopisą piękni i tego nie można im odebrać, a gdyby nie malarskość obrazu, nie wiadomo, czy byłoby wokół nich tak głośno. Twórcy nominowanego wcześniej do Oscara Twojego Vincenta postanowili ponownie wykorzystać tę samą technikę do wyprodukowania filmu stworzonego z ręcznie malowanych przez artystów obrazów.

Ich styl inspirowany jest młodopolską twórczością – pojawiają się bezpośrednie nawiązania do obrazów Józefa Chełmońskiego (między innymi słynnego Babiego lata) oraz kadry odwołujące się do dzieł Vermeera, Juliana Fałata czy Władysława Ślewińskiego.

Tempo, intensywność i klimat scen potęguje także świetna muzyka, inspirowana folklorem, zachwycająca szczególnie w scenach szaleńczego tańca. Nic dziwnego, że o oscarową statuetkę zawalczy więc także ścieżka dźwiękowa z filmu, stworzona przez Łukasza L.U.C. Rostkowskiego.

Malarka przy pracy | Fot. BreakThru Films

W tym miejscu warto zaznaczyć, że wokół tematu użycia AI w produkcji animacji i kwestii wynagrodzeń artystów odpowiedzialnych za filmowe kadry zrodziły się spore kontrowersje. Jakiś czas temu w mediach społecznościowych pojawiły się informacje o niskich stawkach dla autorów klatek oraz oskarżenia o to, że w procesie tworzenia filmu w znacznej mierze wykorzystywana była sztuczna inteligencja. W rozmowie z Onetem kierowniczka produkcji Anna Karcz odparła zarzuty i zdementowała te informacje.

Być może piękna forma w Chłopach jest nieco istotniejsza niż treść. Jednak ta wcale nie pozostaje pusta – historia Jagny i powiązanych z nią postaci, mimo wszystko, porusza, a sam film (szczególnie biorąc pod uwagę ostatnią scenę) pozostawia po sobie wrażenie. Animacja wcale nie istnieje dla animacji – choć dla części widzów zmieniające się obrazy mogą stanowić wyzwanie, dzięki swojej dynamiczności jeszcze bardziej podkreślają burzliwe emocje na twarzy bohaterów. Świetnie oddają też zmienność pór roku i przyrody.

Chociaż Chłopi przesadnie nie zachwycają, wydaje się, że są dokładnie tym, czym mieli być. To przede wszystkim dobra historia o namiętnościach, pięknie zrealizowana i namalowana – produkcja, która ma zdobyć nagrodę i trafić do widzów na całym świecie.

Świat filmowych Chłopów to nie jest zniuansowany świat Chłopów Reymonta, ale pytanie – czy musi nim być?


Tekst powstał dla Gazety Kongresy. Fot. nagłówka: BreakThru Films | Małgorzata Kuźnik